LandsbergON 17 – Recenzja
Po raz kolejny czasopismo „LandsbergON” wypuściło w czerwcu nowy numer. Czas ten przeszedł niczym wejście w nadświetlną, ale w końcu udało się zasiąść do lektury. Czy redakcja i autorzy sprawdzili w siedemnastym numerze?
Wydanie jak zawsze otwiera wstęp redaktora naczelnego Mariusza Sobkowiaka. Opowiada w nim historię Johannesa Keplera, słynnego astronoma i matematyka oraz jego książki pt. Sen, czyli wydane pośmiertnie dzieło poświęcone astronomii księżycowej. Co ciekawe, ten oniryczny utwór można uznać za interesujące połączenie fantasy (jest w nim magia i okultyzm), a zarazem science fiction (za sprawą podróży na Księżyc). Mimo dość tragicznej historii Kepler wciąż patrzył w gwiazdy i był wielkim zwolennikiem teorii heliocentrycznej Mikołaja Kopernika.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak się cieszę, że „LandsbergON” postanowiło stworzyć numer Space Opera i podróże kosmiczne. Cokolwiek by nie powiedzieć – to konwencja, która jest mi bliska, a brakuje ostatnio kosmicznych i awanturniczych opowieści, często również podróżniczych historii wśród gwiazd.
Pierwszym opowiadaniem jest Neutralny Adama Loraja (znanego również ze starszych numerów „Białego Kruka”). To bardzo mocny tekst. Pokazuje wpływ, jaki długa podróż kosmiczna oraz brak kontaktu z Ziemią mogą mieć na ludzi. Zwłaszcza że całą akcję obserwujemy z perspektywy androida, z którym załoga musi regularnie rozmawiać i opisywać swoje emocje, bo gdy tego nie zrobią – czekają ich kary. Wprowadza to do historii element psychologiczny, który w przypadku dalszego rozwoju technologii kosmicznych mógłby znaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Szczególnie jeśli doszłoby do pierwszego załogowego lotu na Marsa.
Zaraz po nim pojawia się Gorzowski odlot: Prawdopodobnie kiedyś polecimy Wojciecha Gruszki. To głęboki ukłon w stronę czytelnika, bowiem po dość trudnym emocjonalnie opowiadaniu otrzymujemy tekst satyryczny. Czas może gnać do przodu, możemy latać do gwiazd, ale i tak absurdy transportu publicznego, również tego polskiego, pozostają bez zmian. Tak prawdopodobnie wyglądałby holofilm Barei, gdyby żył w XXII wieku.
Z kolei Świnster Mateusza B. Turskiego wciąga nas w misję tytułowego Świnstera – znanego i szybkiego okrętu gwiezdnego, który opanować potrafi jedynie dwójka ekspilotów. Ciekawe opowiadanie akcji z pościgiem, kosmiczną bitwą i jedną głowicą atomową. Do tego aspektu nie ma co się przyczepiać, ale nie ukrywam, że po zgrabnej klamrze na końcu utworu czegoś mi zabrakło, np. rozwinięcia samej historii Świnstera, jego poprzednich lotów lub historii bohaterów i tego, skąd się znają. Rozumiem jednak, że wymagana przez „LandsbergON” maksymalna długość tekstów na to nie pozwoliła. Szkoda, bo dodanie tych wątków podniosłoby walory i tak dobrego już utworu.
KORAB Jolanty Bilińskiej, w którym widać wyraźne inspiracje Odyseją kosmiczną, a w szczególności komputerem HAL 9000, ma formę wygenerowanych zapisków z systemu nawigacyjnego, co sprawia, że utwór nabiera interesującej formy. Autorka wykorzystała również motywy powszechnie znane w science fiction, czyli relację człowiek – maszyna oraz zyskiwanie przez tę drugą coraz większej świadomości. Oczywiście znacznie utrudnia to kontakt i ostatecznie kończy się źle. Opowiadanie mimo wykorzystania znanych motywów jest jednym z wybijających się w tym numerze, zostawia czytelnika z refleksją nad przeczytanym tekstem.
Harmonogram Michała Narożniaka to kolejny tekst, w którym pojawia się kontakt człowiek – maszyna. Zofia, będąca systemem sztucznej inteligencji, rozmawia z głównym bohaterem. SI wyraźnie jednak nie zwraca uwagi, że mogą istnieć jakiekolwiek odstępstwa od misji i nie zgadza się na zmianę harmonogramu. Opowiadanie ukazuje obraz maszyny, która mimo nieszczęśliwych wypadków podczas misji myśli tylko o tym, by wykonać ją bez odstępstw, co może kosztować czyjeś życie. Motyw również znany w science fiction i często eksploatowany, lecz nie oznacza to, że należy odstawić go na półkę.
Przedostatnim utworem jest Cisza Sebastiana Balińskiego. Opowiadanie wyróżnia się wśród pozostałych konwencją horroru kosmicznego i to w klasycznym wydaniu. Od pierwszego akapitu autor snuje wizję statku, na którym schowała się tajemnicza i groźna istota wydzielająca zabójczy kwas. Gdzieniegdzie widać ślady pazurów lub nadpalonego plastiku, co autor zgrabnie wykorzystuje do budowy napięcia. Podczas lektury od razu czuje się inspirację Obcym – 8. pasażerem Nostromo i innymi odsłonami serii. To całkiem udane, choć momentami przegadane opowiadanie.
Numer zamyka Kolizja Waldemara Jaglińskiego. Z początku wydaje się, że będzie to historia statku kolonizacyjnego o bardzo dosadnej nazwie „Kolonista”, który zmierza wraz z załogą i osadnikami do innego układu gwiezdnego. Szybko pojawiają się w utworze elementy humorystyczne, które jak się potem okazuje, są zasłoną dymną mającą zwieść czytelnika. Dzięki temu zakończenie wyjaśniające dziwne przypadki załogi „Kolonizatora” i kolizję, o jaką chodziło, staje się ciekawsze i bardziej zapada w pamięć.
„LandsbergON” to tradycyjnie również ilustracje. Szczególnie trzeba zwrócić uwagę na te wykonane przez autora ostatniego opowiadania tego numeru, czyli Waldemara Jaglińskiego. Trzy obrazy przedstawiające okręty i kosmiczne pejzaże bardzo pasujące do tematu. Oprócz nich ujrzymy również pojedyncze grafiki Piotra Jakubowskiego (organizatora Gorconu) oraz Barbary Wojtysiak.
Niezmiennie polecam czytanie „LandsbergON-u”, zwłaszcza że dobór krótkich (nad czym zawsze ubolewam), ale tym razem naprawdę dobrych warsztatowo opowiadań sprawia, że jest to jeden z lepszych numerów wydanych do tej pory. Choć, jak już wspomniałem na początku, moja ocena może po prostu wskazywać, że bardzo lubię tę konwencję.
Grzegorz Czapski