Miasteczko Konary – recenzja książki „Konary” Jarosława Klonowskiego i Patryka Bogusza
Rzadko sięgam po tytuły, które, że tak powtórzę kolokwialnie po znawcach gatunku, ryją banię. Po prostu częściej wybieram inne klimaty. Myślałem jednak, że po ostatnich lekturach Kiedy będziesz gotowy, idź Wojciecha Guni oraz Czarnej skrzynce Dawida Kaina już nic mnie nie ruszy… Myliłem się. Duet – Jarosław Klonowski i Patryk Bogusz – udowodnili, że mój umysł wciąż jest podatny na opowieści dziwnej treści. Bo właśnie takie są Konary ich autorstwa – niepokojące, pozbawiające bohaterów (oraz czytelników) wiary we własne zdolności rozumienia rzeczywistości, a wszystko to w otoczce kryminalnej zagadki i tajemniczych egzorcyzmów sprzed lat.
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest układ książki. Całość przypomina scenariusz do serialu, który z góry nasuwa skojarzenia z Twin Peaks. Z tego, co wiem, takie było jedno z założeń autorów. Każdy „odcinek” serialu, jakim jest książka Konary, pełni funkcję rozdziału – przedstawia historię z zupełnie różnych perspektyw, które dodają więcej do całości, a zarazem jeszcze bardziej miesza czytelnikowi w głowie. Co też było celowym efektem. Do tego widać, że Klonowski i Bogusz nie dość, że się świetnie uzupełniają, to jeszcze świetnie się bawili, mieszając w fabule.
Na początku mamy wywiad z mieszkańcami Grodźca. Opowiadają oni o tajemniczym masowym egzorcyzmie, który miał miejsce w tamtejszym kościele. Zarówno na początku, jak i w trakcie lektury nie raz zatrzymałem się i zastanawiałem, co się dzieje. Bo co postać, to inne zeznania oraz wspomnienia tamtejszego wydarzenia. Czy to był diabeł? Tęgoryjec? Inne paskudztwo w wodzie święconej? Nie wiadomo. Historia jest jak niesymetryczna pajęcza sieć, utkana na rauszu i z urywków wspomnień. Jednak wspomniana tajemnica została opisana tak dobrze, że aż uruchomił mi się umysł historyka, by zapytać, z jakich archiwaliów autorzy korzystali przy pracy nad książką (spoiler: jest to fikcja literacka, ale dobrze zrobiona fikcja).
Potem już akcja wokół tajemnicy tytułowej miejscowości Konary nabiera tempa. Mamy zakład psychiatryczny, dziwne eksperymenty medyczne, porachunki mafijne, niepokojące wydarzenia jakby z innej rzeczywistości. Wszystko to okraszone zostało ciągłym niepokojem, napięciem i poczuciem dezorientacji. Czyli pojawia się tu wszystko, co dobry horror psychologiczny powinien mieć, więc brawa dla autorów za osiągnięcie odpowiednich efektów czytelniczych. Choć zaznaczam, że ja jestem raczej z tych bardziej delikatnych.
Konary to książka, którą uważam za świetną zarówno dla osób chcących sięgnąć po coś, co wrzuci je w poczucie niepewności i ułudy, jak i dla koneserów zaprawionych w bojach weird fiction. Jednak warto zaznaczyć, że Jarosław Klonowski i Patryk Bogusz są już doświadczonymi pisarzami. Język książki u jednego i drugiego jest na wysokim poziomie, a treść wsiąka w mózg. Każdy z nich co prawda kładzie nacisk na inne tony, ale razem stanowią naprawdę dobry duet. Nie jest to jednak historia łatwa w odbiorze, bo momentami wymaga skupienia, przypomnienia sobie wcześniejszych wątków, połączenia kropek. To właśnie szukanie tych śladów sprawia największą frajdę. Co znajduje się na końcu tej tajemnicy? To już polecam Wam poznać poprzez lekturę.
Grzegorz Czapski