Od mrówek się zaczęło – recenzja antologii „Insekcje”
Antologie są jak pudełko czekoladek – tylko redaktor wie, co się w nich znajduje. Antologie tematyczne są z kolei ryzykowne. Koneserzy tematu przewodniego sięgną po nie znacznie szybciej niż czytelnik, któremu dane zagadnienie jest odległe. Nie każdy chciałby jeść robaki w czekoladzie. Jednak antologia Insekcje, pod redakcją Marty Sobieckiej, przypomina czekoladki w kształcie owadów o dość szerokim bukiecie smaków.
Zbiór rozpoczyna wprowadzenie Aleksandry Klęczar One i My, omawiające każde z zawartych w książce opowiadań, nierzadko porównując utwory do kultowych dzieł fantastyki, ale jednocześnie przedstawiając nam pokrótce sylwetki autorów.
Pierwszym opowiadaniem w antologii jest O Długofalowych Konsekwencjach Przyspieszonej Ewolucji Insektów Słowonaśladowczych, Zwanych Mimikami Dawida Kaina. To w zasadzie esej speculative non-fiction pokazujący mimiki maskujące się jako litery w tekście trukownym, ktorę prowadz@ do stoPniomych zmian vv j3zyhu,ac0 zat ym idże, %2yvvy$T ośc!.
Kolejnym tekstem jest Chłopiec, który lubił chrząszcze, Agnieszki Hałas. W nim Finnetta, zwana po prostu Fin, spędza lato w taborze wędrownej trupy teatralnej Skrzydła. Przybywając do miasta Lys-Mithe poznaje Zennerta – tytułowego chłopca, co lubił chrząszcze. Wszystkie Chrząszcze. Jest to barwny utwór fantasy z bogatą mitologią, czerpiący z historii teatru oraz prezentujący ciekawość przyrodniczą jak i wartość wiedzy ludowej. Pokazuje też pewną alternatywę domu i relacji opiekuńczych jakie daje życie w taborze. Osadzone jest w świecie Zmroczy, znanego z cyklu Teatr Węży.
Paweł Matusiak w opowiadaniu Bóg, Anioł Zagłady i Robaczywa Dziewczyna zapoznaje nas z Korneliuszem Knotem, którego ojciec zaraził pasją do dronów. Poznajemy go jako młodego pasjonata fantastyki, mierzącego się z problemami okresu dojrzewania. Widzimy go również jak bierze udział w pierwszej akcji pożarniczej u boku swojego ojca, operatora przemysłowego drona. Opowiadanie dotyka takich tematów jak wojna z wykorzystaniem dronów na współczesnym polu walki (Ukraina), naruszenia prywatności, systemów antydronowych oraz ludobójstwa (Strefa Gazy). Utwór porusza temat celowości naszych działań, stosując bezpośrednie analogie psychoseksuologiczne oraz refleksje teologiczne i filozoficzne, serwując nam porządny kosmiczny horror. Na uwagę zasługuje szczególnie kwestia sprawczości i instrumentalizacji przedwiecznego bytu oraz ludzi z nim połączonych.
Obcość tomy, Mateusza Wyszyńskiego, jest fantastyczno-naukową opowieścią o pierwszym kontakcie. Jej rozdziały zdobią cytaty członków załogi (w skład której wchodzą Ziemianie, ludzie zamieszkujący Marsa oraz przedstawiciel społeczności orbitalnej, przypominający tych, jakich znamy z “Sierot Helix”, Dana Simmonsa), pokazując ich refleksje dotyczących misji na odległą o trzydzieści sześć lat świetlnych planetę Landon. Autor oferuje nam sporą dawkę humoru sytuacyjnego. Mamy tu ciekawe spostrzeżenia astrobiologiczne (konwergencji form i stosowania ziemskiej taksonomii wobec organizmów pozaziemskich, a także problem kontaminacji obszaru badawczego) oraz transhumanistyczne. Dynamika zespołu pokazuje nam, jak wiele uwarunkowań kulturowych mogą ze sobą zabrać ludzcy eksploratorzy w międzygwiezdną podróż.
Psychocyd Agnieszki Fulińskiej jest opowieścią o znalezisku archeologicznym, odkrytym podczas prac na Cyprze, które skrywa transcendentalną tajemnicę. Autorka zgrabnie łączy mityczne znaczenie ciem i motyli, zaś skoki czasowe pokazują nie tylko naturę duszy, ale i to jak kształtuje ona ścieżki przeznaczenia.
Uległość Wojciecha Guni jest utworem weird fiction, analizującym relacje ludzi do traumatycznych wspomnień, w której bezimienny nastolatek jest przesłuchiwany przez równie bezimiennego narratora. Nie jest to terapia, a bardziej dochodzenie dotyczące zajścia w ośrodku z trudną młodzieżą. Rzeczywistość posiada w niej swoją pozaludzką logikę, w której więzi nastolatka niczym w uścisku pasożyta.
W Efekcie Synergii Marek Kolenda daje cyberpunkowy popis, serwując nam pojedynki przy pomocy zdalnie sterowanych owadów i pajęczaków. Jest to historia pełna refleksji dotyczących różnorodności ludzkich kultur oraz ich traktowania zwierząt i owadów. Mamy brudne zagrywki, podziemną rozrywkę, rozpad obyczajów, high tech i pojedynek, którego stawką jest życie. Jak w starym dobrym cyberpunku o kowbojach klawiatury.
Magdalena Anna Sakowska serwuje nam swoiste detektywistyczne fantasy w Sennowłóctwie w Weltiven. Dwie Czerpiące, Światełko i Ćma starają się rozwikłać zagadkę zaginięć dzieci w tytułowym mieście Weltiven. Dość oryginalna specyfika “magii” eteru sąsiaduje tutaj z rozsądkiem akademickim oraz kwestiami obyczajowymi (związanymi tak z miłością jak i neuroatypowością). Jednak jeśli myślicie, że klasycznie zabił kamerdyner, to jesteście błędzie – bo był to lokaj!
Z kolei Karaczan Szymona Majcherowicza pod płaszczykiem satyry na „warszafkę” (Irytujący cwaniak-narrator świetnie wykonuje swoje zadanie, ale pozostałe postacie dobrze dopełniają przedstawioną w utworze groteskę), prezentuje analizę ludzkiego jestestwa i jego kulturowych schematów. Opowiadanie jest pełne nawiązań do literatury (Harari, Ellison, de Bovuir), muzyki (wspomniany w opowiadaniu Nemesis Divina, Satyriconu, który to przewija się nie tylko jako nazwa ale i przeplata z treścią – warto się z nim zapoznać podczas lektury, chociaż osobiście wolę Dark Medieval Times) oraz relacji ludzi z klimatem i czarownictwem. Gratka dla koneserów nawiązań tak do Mother North zespołu Satyriconu (szczególnie teledysku), Satyriconu Petroniusza (szczególnie jego znaczenia dla współczesnej kultury BDSM) jak i do Satyriconu Feliniego. Z dodatkiem folk i body horroru, rzecz jasna.
Gra w Zielone Aleksandry Bednarskiej, wykorzystując tło współczesnego życia mieszkańców Chińskiej Republiki Ludowej, opowiada o tajemniczej “grze”. Jej gracze udają różne owady i inne zwierzęta, opierając się o legendę związaną z państwem Wu oraz przysłowiem o modliszce. Przypomina to trochę motyw z czasów amerykańskiej Satanic Panic oraz kultowego filmu Mazes and Monsters, z Tomem Hanksem – jednak w bardziej chińskim wydaniu.
Wojciech Szyda przedstawia nam TRIPTYCH INSEKTORUM, który jak sama nazwa wskazuje, jest tryptykiem. Rozpoczyna się jako gawęda o historii wykorzystania owadów do produkcji substancji psychoaktywnych. Środkowy jest psychodeliczną jazdą pełną owadów i szalonych wydarzeń (i ciekawych skojarzeń). Młoda polska, bitnicy i ezoteryczny Kraków. Ostatnia część tryptyku jest sfabularyzowanym traktatem spekulatywno-teologicznym, w który pojawia się księga “Summa Instectologiae” – przesuwająca franciszkanizm w obszary posthumanistyczne. Chociaż ze względu na gęstość i wagę, to właśnie ta część powinna być uznana za środkową, gdzie pozostałe dwie stanowią do niej jedynie skrzydła.
Ostatnie opowiadanie znowu przenosi nas daleko od układu słonecznego. Karol Ligecki w Ikadelu Prezentuje nam prawie całkowicie zautomatyzowaną stację górniczą, wydobywającą błękitny półprzeźroczysty marmur. Prawie, gdyż nadzorca stacji jest jedynym “człowiekiem w pętli” (Human in the loop) tego systemu zarządzane przez biokomputery – neuraki. Dokonuje on odkrycia, które nie tyle należy uznać za pierwszy kontakt, co skarb xenoarcheologii. I tu pojawia się tajemnicza jednostka badawczo-eksploracyjna Ikadel (od Ikara i Dedala), która obiera kurs na Nową Grecję, aby zbadać to znalezisko. Autor wprowadza nas w świat służb i korporacji, rywalizujących o ruiny obcych oraz technologiczny prymat. A od wynalazków w opowiadaniu roi się jak od mrówek. Wyśmienita, soczysta science fiction. Osobiście widziałbym ją w formie adaptacji krótkometrażowej (np. LD+R).
Podsumowując: Antologia zawiera utwory z całego spektrum fantastyki i horroru. Autorzy dotykają nie tylko naszą ciekawość względem owadów, ich ujęcie w kulturze, ale także tabu i lęków. Widzimy owady jako nośniki duszy (w rozumieniu eschatologicznym i ezoterycznym), źródło inspiracji technologicznej (np. drony, siłoboty), ale także przedmiot instrumentalizacji (służące w nielegalnych walkach, produkujące pożądane substancje, stosowane w infiltracji ludzkiego ciała i umysłu). W pewnym sensie każde z opowiadań pokazuje inne relacje człowieka ze światem owadów, nierzadko wskazując na nasze antropocentryczne myślenie o otaczającej nas przyrodzie. Formy narracyjne przedstawiają w nich również niesamowitą różnorodność fantastyki, nie ograniczającej się jedynie do dobrze znanych nam współcześnie schematów.
Chociaż osobiście widziałbym więcej opowiadań z gatunku fantastyki naukowej, szczególnie astrobiologicznej hard sf lub stricte ksenofikcji, zbiór niewątpliwie prezentuje wysoki poziom występujących w nim autorów. Brak szufladkowego podziału na konwencje lub tematykę (fantasy, weird fiction, sci-fi itp) skutkuje pewną chaotycznością tematyczną, nie mniej czytelnicy znajdą w nich swoje ulubione utwory i konwencje. Do odważnych i ciekawych fantastyka należy. Oby więcej takich antologii.
Kamil „Tygrzyk” Muzyka