„Konary: Reportaż z Grodźca”. Recenzja podcastu.
Rok 1977, Konary – wieś w województwie wielkopolskim, w gminie Grodziec. Z pozoru zwyczajna – mieszkają tam ludzie tacy jak inni. Pracują, spotykają się, uczęszczają do kościoła. A jednak właśnie tam pewnego dnia dochodzi do wydarzeń, które na zawsze niszczą życie mieszkańców. Dziś chwile te wydają się wręcz nieprawdopodobne, jakby wyrwano je prosto ze scenariusza horroru. Ale Grodziec to nie fikcja, Konary istnieją na mapie Polski i dziś dosłownie straszą pustką i swoją historią.
Co wydarzyło się w gminie Grodziec?
Wszystko zaczęło się od dziwnej przypadłości, która zaczęła dotykać mieszkańców wsi. Można byłoby się spodziewać, że jeśli w Konarach obywatele zaczynają chorować, zostanie im udzielona pomoc medyczna. Ale w tym przypadku nic takiego się nie wydarzyło – a przynajmniej nie wtedy, gdy powinno się wydarzyć. Zamiast tego doszło do masowego egzorcyzmu.
Jak wspominają ci, którzy przetrwali tamte chwile grozy, wierzący obywatele Konarów zostali zgromadzeni przez proboszcza w miejscowym kościele. Spodziewano się, że rytuały będą trwać długo – ludność zabrała ze sobą nawet ubrania na zmianę i przygotowała się na to, że spędzi w świątyni długie chwile. Po co? By pozbyć się tego, co ich dotknęło. A czym było? Dziś możemy tylko zgadywać, co stało się w Konarach naprawdę – wiemy jednak, że dokonano egzorcyzmów, a zatem wówczas duchowni i świeccy spodziewali się opętania.
Relacje świadków nie są jasne. Większość z nich była wówczas dziećmi, a egzorcyzmy, w których wzięli udział, zatarły się częściowo w ich pamięci. We wspomnieniach pozostały jedynie dziwne zachowanie obecnych w kościele ludzi, atmosfera pełna grozy, ból, strach… trauma. Już to wystarczyłoby, aby zniszczyć ich życie, ale sytuacja rozwijała się dalej.
Po egzorcyzmach tajemnicza choroba nie minęła, przeciwnie – zaczęła się pogłębiać, aż przybrała formę epidemii, która objęła wszystkich, którzy uczestniczyli w spotkaniach religijnych. Jak wspominają osoby, które przeżyły te chwile grozy, tylko osoby nie należące do katolickiej grupy wyznaniowej pozostały zdrowe. Często to tez one podjęły się opieki nad dziećmi, które nie uległy chorobie, a które straciły rodziców. Warto przy tym nadmienić, że dzieci takich nie brakowało, bo wielu dorosłych wywiozło do okolicznych szpitali ZOMO. Nigdy nie wrócili.
Niewyjaśniona sprawa epidemii i egzorcyzmów
Dziś możemy tylko rozważać, dlaczego doszło do epidemii wśród katolików, dlaczego nie udzielono im należytej pomocy w odpowiednim czasie, a zamiast tego dokonano egzorcyzmów. Możemy tez pytać, dlaczego potem mieszkańców Konarów wywiozło ZOMO (w kilku wywózkach) i dlaczego nie udało się ich uratować. Nie oznacza to jednak, że na te pytania padną odpowiedzi. Przeciwnie – po każdym przypuszczeniu i każdej relacji świadków pojawiają się nowe kwestie, które należy wziąć pod uwagę. A prawda… prawda zniknęła gdzieś w odmętach historii.
Wraz z prawdą zapadło milczenie. O wydarzeniach z Grodźca niewielu słyszało – aż do teraz, do chwili, w której powstała książka Patryka Bogusza i Jarka Klonowskiego „Konary”. Jednocześnie Studio Grozy zdecydowało się na przygotowanie intrygującego reportażu o Konarach, w którym nie zabrakło głosu naocznych świadków.
Reportaż Studia Grozy. Czy warto po niego sięgnąć?
Z pewnością! Każdy miłośnik horrorów i polskich tajemnic poczuje się usatysfakcjonowany tym reportażem. Można dzięki niemu nie tylko poznać wydarzenia z Grodźca z roku 1977, ale także zagłębić się w historię tego miejsca. Najważniejszym elementem reportażu są jednak wywiady z naocznymi świadkami, które pomagają lepiej poczuć panującą w Konarach atmosferę, a także zrozumieć, jak zmieniło się życie ludzi, którzy brali udział w tych nieuzasadnionych egzorcyzmach.
Mnie reportaż z Grodźca bardzo się spodobał. To doskonała odpowiedź Studia Grozy na inne niewytłumaczalne historie, które zazwyczaj znamy z zagranicznych opowieści. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to drobiazgi techniczne. Z mojego punktu widzenia wstawki muzyczne – choć klimatyczne i podkreślające atmosferę grozy – były nieco za długie i zbyt głośne w stosunku do całości podcastu. Niektóre wypowiedzi świadków wniosły z kolei niewiele informacji i mogły zostać odrobinę przycięte. Wciąż jednak są to detale, które nie dominują nad odbiorem całości przygotowanego materiału. Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić „Konary: Reportaż z Grodźca” wszystkim, którzy chcieliby poznać tę historię samodzielnie – prosto od naocznych świadków.
Książka o wydarzeniach z Grodźca
W październiku 2025 roku miała miejsce premiera książki „Konary”, wydanej przez wydawnictwo Lingua Mortis. Tym razem jednak mamy do czynienia nie z reportażem, a z powieścią, w której przeplatają się wątki kryminalne i grozy. Występują w niej współcześni nam bohaterowie, którzy powracają do owianej legendami i aurą tajemnicy miejscowości. Odkrywają przy tym, że koszmar, który rozegrał się w Konarach, wcale się nie skończył…
Książki nie miałam jeszcze okazji czytać, ale jestem zaintrygowana jej tematyką. Warto jednak podkreślić, że należy traktować ją jako fabularne nawiązanie do tragedii, która miała miejsce w gminie Grodziec, a nie jako historię tego miejsca. Pozwoli to zachować czysty obraz sytuacji i odpowiednio ocenić cały tekst. Ja się pewnie skuszę.
Informacja końcowa:
Oczywiście pamiętajmy, że reportaż jest dziełem fikcji literackiej i wszystkie wydarzenia w nim przedstawione (jak i w książce „Konary”) należy tak traktować.
Marta Choińska-Młynarczyk