Okultyzm, moderna i pakt z diabłem – recenzja „Szarlatana i hermafrodyty” Bartosza Ejzaka

Tszczyce – miejsce równie intrygujące, co odpychające. Zdające się znajdować poza znaną nam czasoprzestrzenią, a jednak w jej obrębie. Dające poczucie bycia wytworem umysłu pogrążonego w mrocznych majakach obłędu i mistycyzmu. Dziwnie znajomo-nieznajome miasteczko, które określić można słowem niesamowite w iście freudowskim znaczeniu. A to tylko tło dla wydarzeń i postaci jeszcze bardziej osobliwych. W całej tej otoczce poznajemy bohaterów – Izabelę i Mariusza, rodzeństwo, które po latach powraca do rodzinnej mieściny, w której od dawna działy się rzeczy niewyjaśnione. W ich centrum znajdował się tajemniczy czarnoksiężnik, Zgorzelski, zdający się owinąć swym czarem całą społeczność Tszczyc – zachłanną, hedonistyczną, konformistyczną, zepsutą i bezwiedną, nieświadomą wpływu, pod którym się znalazła, a tym bardziej niebezpieczeństwa, które nadciąga. Zgorzelski, owładnięty szaleńczym pożądaniem i chorą wręcz fascynacją Saszą – tytułową hermafrodytą – zawiera pakt z diabłem, który ostatecznie będzie zgubą nie tylko jego, ale wszystkich wokół.

Szarlatan i hermafrodyta Bartosza Ejzaka to powieść nasycona okultystycznymi wątkami, modernistycznymi inspiracjami i mistycznymi rozwiązaniami fabularnymi. Poprzedzona wstępem autora wyjaśniającym kulisy powstawania dzieła zdaje się przedłużeniem strumienia myślowo-kreatywnego pisarza, który został całkowicie pochłonięty przez swoją wizję, jak i młodopolskiego nurtu literackiego. Inspiracje dziełami takich twórców jak Reymont, Miciński, Przybyszewski czy Grabiński (który co prawda tworzył w międzywojniu, ale jego dusza była modernistyczna) przeciekają przez strony powieści, zmuszając czasem czytelnika do sprawdzenia, czy aby na pewno czyta tekst powstały w XXI wieku. Ejzak bardzo dobrze opanował modernistyczny styl tkania historii, co pokazuje, że z uwagą przemyślał każdy kolejny krok procesu twórczego.

Ezoteryka, magia i okultyzm (szerzej o tych trzech pojęciach oraz ich rozróżnieniu pisze Krzysztof Grudnik w Okultyzmie i nowoczesności) mieszają się ze sobą, produkując modernistyczny twór, który… no właśnie, tu pojawia się podstawowy problem, z jakim zetknęłam się podczas lektury Szarlatana i hermafrodyty – który powiela XIX-wieczne schematy, tropy literackie i ogólny klimat ówczesnych czasów, nie oferując niczego nowego. Najbardziej dotyka on wizji kobiety, których zarówno w prozie Ejzaka, jak i modernistycznych tekstach, nie brakuje. Główne postacie kobiece – Izabela, Sasza czy pani Pajmon – wpisują się w archetyp kobiet demonicznych, a Ejzak podchodzi do tego w stereotypowy sposób.

Femme fatale istniały w kulturze już od jej początków, jednakże „między postaciami kobiet fatalnych można wykreślić tradycyjną linię, której początek zbiega się z początkami romantyzmu”(1). Tak naprawdę prawdziwe zainteresowanie motywem kobiety demonicznej w literaturze i sztuce na tak wielką skalę przypada na epokę modernizmu. To właśnie wtedy doszło do ogromnej fascynacji postacią kobiety-wampa, kobiety-modliszki, ponętnej i ogarniętej pożądaniem, której rozbuchany erotyzm stanowił zarówno zaproszenie, jak i pułapkę dla mężczyzny mającego takiej kobiecie ulec.

Wykreowane przez Ejzaka bohaterki (nawet androgyniczna Sasza) zostały ukazane w iście modernistycznym wydaniu – niebezpieczne, pociągające, wiodące ku zgubie. Choć stanowią ważny element świata przedstawionego, nie są niczym więcej jak właśnie elementami męskiego świata – świata pełnego przemocy i afektów. Kobiety wampy, modliszki, femme fatale, kobiety demoniczne w wielu przypadkach są ofiarami patriarchalnej rzeczywistości, choć kreuje się je na potwory odbierające życie niewinnym bohaterom. Nawet tajemnicza pani Pajmon, mimo swej mocy, nadal jest (tylko) kobietą w zdominowanym przez patriarchalny układ władzy świecie.

Autor zgrabnie operuje językiem, którego plastyczność pozwala zobaczyć w wyobraźni świat przedstawiony w powieści. Myślę, że gdyby ktoś o odpowiednim talencie podjął się próby przelania tych wizji na płótno, stworzyłby dzieła przypominające niespotkane dotąd obrazy Beksińskiego.

Choć przyjęte przez Ejzaka rozwiązania można z jednej strony uznać za wierność klasyce, dla mnie są kalką, zlepkiem modernistycznych inspiracji, które w moim odczuciu pełnią rolę odtwórczą. Powielane archetypy i tropy nie są reinterpretacją, a co za tym idzie – nie wnoszą niczego nowego do współczesnej literatury. Być może próba doszukania się sensu innego niż rozrywka w najczystszym wydaniu to błędna droga. Być może właśnie o to chodzi, by porzucić na bok wszystkie te dociekania i po prostu dobrze się bawić? Z jednej strony można odpuścić i dać się ponieść rozkoszy czytania niczym tszczyczanie euforycznym transom okultystycznym Zgorzelskiego, ale z drugiej nie można przecież przejść obojętnie obok całego arsenału wiedzy autora, który aż się prosi o krytyczne odczytanie.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z twórczością Ejzaka i po tej lekturze odnoszę wrażenie, że w ogóle nie poznałam autora – jego osobistego stylu, sposobu myślenia, interpretacji dzieł, którymi się inspiruje. Wiem natomiast, jak oczytany i obeznany jest w literaturze fin de sieclu, jak dobrze poznał klimat epoki, do której się odwołuje, jak dobrze potrafił wtopić się w ten nurt, niemal całkowicie zakrywając ślady zostawione przez XXI-wiecznego pisarza, którym jest. Dla niektórych czytelników jest to dowód kunsztu i obszernej wiedzy (których oczywiście nie odmawiam autorowi), mnie natomiast pozostawia z niedosytem i lekkim rozczarowaniem. Niemniej jednak uważam, że Szarlatan i hermafrodyta będą prawdziwą gratką zarówno dla osób, które od poszewki zapoznały się z XIX-wiecznymi ideami i inspiracjami, jak i dla tych, którzy swą przygodę z modernistycznym okultyzmem, oniryzmem i mistycyzmem dopiero zaczynają.

(1) M.Praz: Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej. Przeł. K. Żaboklicki, Gdańsk 2010, s. 166.

Agata Gołąbek