Ghost in the Shell: zaginiony soundtrack

Filmowa adaptacja kultowego Ghost in the Shell wywołała wśród fanów mangi i anime prawdziwą falę niechęci. Uważam, że niesłusznie, ale w swoim tekście zamierzam się skupić jedynie na ścieżce dźwiękowej filmu i jej niepewnych losach. Muzykę Clinta Mansella i Lorna Balfego doceniła chyba większość widzów.

W drodze do kina myślałem przede wszystkim o ikonicznej scenie, w której mózg Motoko Kusanagi zostaje umieszczony w cybernetycznym ciele. Spodziewałem się i wręcz oczekiwałem, że kompozytorzy zdecydowali się stworzyć dla tej kluczowej sceny coś nowego, ale nawiązującego do legendarnego Making of Cyborg, autorstwa Kenjego Kawai. Nie zawiodłem się, a efekt audiowizualny przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Mieszanka ambientowych dźwięków stworzyła naprawdę nieziemski klimat, ale to smutny, lecz pełen nadziei temat muzyczny, w wykonaniu sekcji smyczkowej, wywołał u mnie ciarki. Potem, stopniowo, zaczęło się pojawiać coraz więcej ciekawych dźwięków, takich jak pulsujące syntezatory, potężne bębny taiko, czy wreszcie japoński chór żeński.

Nie zawiodłem się, a efekt audiowizualny przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Wierzcie lub nie, ale miałem łzy w oczach, naprawdę. Jedynym, o czym wówczas myślałem, było zdobycie ścieżki dźwiękowej po powrocie do domu. Muzyczny zachwyt nie opuszczał mnie właściwie do samego końca. Muzyka elektroniczna idealnie oddała klimat barwnego, cyberpunkowego uniwersum, a orkiestra, zdolna przekazać całą gamę emocji, sprawdziła się w najbardziej kluczowych scenach. Jeżeli ktoś by mnie poprosił o polecenie orkiestralno-elektronicznej ścieżki dźwiękowej, to bez wahania poleciłbym takiej osobie Ghost in the Shell. Niestety, na słowach by się skończyło…

Wujka Google odpaliłem jak tylko wszedłem do domu i rozpocząłem poszukiwania. Jedynym co znalazłem, był oficjalny album inspirowany muzyką z filmu, zawierający między innymi utwory wykorzystane w trailerach. Z początku sądziłem, że nie doszło jeszcze do premiery soundtracku, ale prawda okazała się o wiele gorsza. Właściwie najgorsza z możliwych. Okazało się bowiem, że wytwórnia płytowa Lakeshore Records anulowała wydanie albumu, nie ujawniając przy tym absolutnie żadnych szczegółów na ten temat. Postanowiłem jednak drążyć dalej, aż trafiłem na petycję (o tym na koniec), a później także na prawdopodobną przyczynę problemu.

Z początku sądziłem, że nie doszło jeszcze do premiery albumu, ale prawda okazała się o wiele gorsza.

Muzykę do filmu skomponował Clint Mansell, ale jego dzieło nie przypadło do gustu widowni na wczesnych pokazach. Jednym z najpoważniejszych mankamentów w jego ścieżce dźwiękowej było całkowite zerwanie ze stylem muzycznym Kenjiego Kawai. Mowa oczywiście o legendarnym żeńskim chórze, naśladującym technikę śpiewu tradycyjnych chórów żeńskich z Bułgarii. Padła więc decyzja o zatrudnieniu na ostatnią chwilę drugiego kompozytora. Tutaj pojawia się Lorne Balfe, który przerobił kompozycje Mansella, dodając gdzieniegdzie orkiestrę oraz japoński chór, a także nagrał własne utwory. Mansellowi prawdopodobnie nie spodobała się taka sytuacja, dlatego usunął absolutnie wszystkie swoje posty w mediach społecznościowych na temat filmu. Nie dziwię mu się, ale jako słuchacz jestem zadowolony z takiego obrotu zdarzeń, choć miało to bezpośredni wpływ na anulowanie wydania oficjalnego soundtracku.

© 2017 Paramount Pictures.
All Rights Reserved.

Przyczyną anulowania albumu są najprawdopodobniej koszta, jakie musiałaby ponieść wytwórnia Lakeshore Records za dodatkową sesję nagraniową Balfego (orkiestra, japoński chór i cała reszta). Póki co, nie mamy żadnego oficjalnego komunikatu od Lakeshore Records czy Paramount Pictures, ale ruszyła petycja (w tej chwili ponad 1,700 podpisów), która ma pokazać, że muzyka z filmowej adaptacji Ghost in the Shell zdobyła wielu fanów i ci fani domagają się, aby ujrzała wreszcie światło dzienne. Warto dodać, że akcję poparli Lorne Balfe, Pilou Asbæk (Batou) oraz kilka osób związanych bezpośrednio z produkcją ścieżki dźwiękowej. Sam popieram tę akcję i biorę w niej czynny udział, ale muszę przyznać, że powoli zaczynam tracić nadzieję… Cóż, nadzieja umiera jednak ostatnia.